Łysica. Trekking zdobywczy po Górach Świętokrzyskich

Zdobywanie Korony Gór Polski nigdy specjalnie nie zaprzątało mojej głowy. Nawet codzienny widok na najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich – Łysicę, nie skierował moich myśli na bycie Zdobywcą. Do czasu, kiedy łaziorka po górach stała się częścią mojego życia, a kolejne wędrówki kierowały mnie ku najwyższym szczytom, póki co, nie najwyższych pasm górskich.

Łysica. Najniższy szczyt Korony Gór Polski

Dzisiaj jestem już członkiem Klubu Zdobywców Korony Gór Polski i małymi kroczkami uzupełniam pieczątki na stronicach specjalnie wydanej dla zdobywców KGP książeczki. Miano Zdobywcy będzie wymagać powrotu na niektóre szczyty, jak Radziejowa, Tarnica czy choćby Łysica. Ta, na którą spoglądam niemal każdego dnia. Ta, która przyciąga wzrok podczas każdej rowerowej wycieczki po moim świętokrzyskim  regionie. Ta, na którą wlazłam nie raz, a raz to nawet z rowerem 😛

Tego dnia to właśnie Łysica – najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich, miała przyczynić się do uzupełnienia pieczątką, tym razem na pierwszej  stronicy z racji najskromniejszej wysokości, książeczki Zdobywców Korony Gór Polski.

 

MAPA TRASY

 


Łysica – jak zostałam Zdobywcą

Niepewna pogoda przyczyniła się do zmiany weekendowych planów i szybko podjętej decyzji. Nawet wskazówki zegara na godzinie 11.00 nie były przeszkodą. Dystans, jaki mam pokonać do podnóża Łysicy to zaledwie ok. 30 km. Nie zwlekam dłużej, wsiadam do auta i ruszam.

Nie idę na łatwiznę i nie wybieram najkrótszego szlaku. W tej wędrówce nie chodzi bowiem o zdobycie szczytu dla zdobycia samego miana Zdobywcy. Wędrować to czuć, oddychać, słuchać, chłonąć zmysłami przyrodę i zatopić w niej myśli.

W Bodzentynie zostawiam auto i ruszam zgodnie z oznakowaniem niebieskiego szlaku. Nie jest to obca mi ścieżka. Ale każda ścieżka, każda droga, każdy szlak zostawia inne emocje, pokazuje inne oblicza za każdym razem, kiedy się na nim zajedziemy.

Zmienna aura mnie oszczędza ale nie ułaskawia. Schowana jeszcze kilka minut temu w sinej chmurze deszczu Łysica, odsłania się powoli. Parkuję auto i ruszam.

Wędrówkę rozpoczynam na niebieskim szlaku u podnóża Miejskiej Góry (Bodzentyn).

Deszczowy zapach Puszczy Jodłowej. Bodzentyn – Święta Katarzyna

Oddycham głęboko świeżym, wilgotnym powietrzem. Raz po raz na twarz, włosy i szyję lądują krople z mokrych od deszczu liści drzew. Wyłączam się od codziennych trosk i żwawym krokiem podążam przed siebie.

Zapach Puszczy Jodłowej wędruje do płuc. Oczy cieszą się na widok utworzonych z konarów młodych drzew zielonych korytarzy. W uszach wiruje ptasi śpiew. Gdy wychodzę na otwartą przestrzeń łąk ptaki milkną. Niebo zasuwa biały, mglisty woal chmur. Na twarzy lądują krople deszczu. Ich intensywność wzmaga się z każdą chwilą. Drewnianymi pomostami w biegowym kroku zmierzam do ściany lasu. Gęste korony drzew zatrzymują nieco opad a ja zatrzymuję się na chwilę, by zarzucić na grzbiet przeciwdeszczowe odzienie.

Miejsce odpoczynku tuż przed podmokłym terenem rozlewisk Czarnej Wody

Drewniane kładki nad rozlewiskami Czarnej Wody.

Uderzające intensywnie w korony drzew krople deszczu dźwięcznie spadają niżej. Jest jakaś magia w tej ponurej aurze. Nie wiadomo kiedy cisza zostaje przerwana ptasi trelem. Ciemna zieleń liści zaczyna przybierać jaśniejszą barwę w promieniach przebijającego się słońca. Zanim docieram do Świętej Katarzyny niebo przestaje zanosić się płaczem. Tylko mokry grunt, śliskie kamienie i spływające po drzewach łzy zostawiają wspomnienie ulewy.

Święta Katarzyna – Łysica. Główny Szlak Świętokrzyski

Od Świętej Katarzyny na Łysicę prowadzi Główny Szlak Świętokrzyski oznaczony kolorem czerwonym. Tuż za bramą wyznaczającą wejście na teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego mijam źródełko, które w legendzie ma moc uzdrawiającą chore oczy. Tuż za nim drewniana kapliczka św. Franciszka. Pierwsza kapliczka została wybudowana w 1641 roku przez bernardyńskich braci świeckich z klasztoru w Świętej Katarzynie. Dzisiejsza powstała prawdopodobnie w XIX wieku.

Wejście na teren Puszczy Jodłowej w Świętej Katarzynie. Zmiana szlaku na czerwony.

Źródełko i kapliczka św. Franciszka

W legendach źródełko ma moc uzdrawiającą

Wędruję dalej, a każdy krok przybliża mnie do szczytu Łysicy, zwanej także Górą Świętej Katarzyny. Na mokrych blokach skalnych ważę każdy krok. Bo choć nie ma tu stromych podejść, to nie trudno o skręcenie nogi pomiędzy śliskimi głazami (właśc. rumosz skalny), które na zboczach pasm Gór Świętokrzyskich tworzą tzw gołoborza.

rumosz skalny tworzący tzw. gołoborza

Deszcz chyba skutecznie wszystkich przepędził, bo schodzących z góry osób mija mnie zaledwie kilka. Później Puszcza zdaje się być przestrzenią zarezerwowaną  tylko dla mnie. Strzeliste jodły, rozłożyste buki rozmawiają szeptem ze spływającymi po ich igliwie i liściach kroplami. Wraz z wysokością poprawia się pogoda. Kurtka już niemal sucha. Szczyt już niemal w zasięgu. Jeszcze kilkadziesiąt kroków i zostaję zdobywcą.

Łysica. Najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich

Łysica nie słynie z pięknych panoram ze szczytu. Sam szczyt nie jest wierzchołkiem, który łatwo utożsamiać z najwyższym szczytem pasma. Łysica ma z to swoją ciekawa legendę powstania Gołoborza, które  jest charakterystyczne dla regionu Gór Świętokrzyskich.

Nie są to szerokie panoramy, ale charakter Puszczy Jodłowej jest jedyny w swoim rodzaju.

Łysica – najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich nie gości nikogo poza mną. Posilam się w ciszy a słońce nieśmiało wygląda zza chmur. Jako Zdobywca, poza pieczątką na kartach książeczki zdobywcy KGP potwierdzam wejście w aplikacji Korony Gór. Schłodzone wilgotnym powietrzem ciało domaga się ruchu. Odwrót czas zacząć.

Odwrót
Łysica – Święta Katarzyna – Bodzentyn

Do Św. Katarzyny sprowadza mnie ten sam, co wprowadzający na górę Główny Szlak Świętokrzyski oznaczony kolorem czerwonym.

Jeszcze jeden rzut okiem na kapliczkę św. Franciszka

Mając dalej do wyboru powrót do Bodzentyna ulicą lub niebieskim szlakiem, wybieram ten drugi. I nie szkodzi, że już dzisiaj tuptałam jego śladem. W końcu podążać będę w odwrotnym kierunku, o innej porze dnia, w innej aurze z odmienną nieco perspektywą.

Niskie chmury sprawiają, że Świętokrzyski Park Narodowy spowija mrok. I choć godzina jeszcze przyzwoita, to przyroda oznajmia, że wieczór już rychły.

Muczenie krowy skutecznie przywołuje gospodarza. Kiedy ten odprowadza ją do obory, ja wskakuję do auta mając nadzieję, że w przeciwieństwie do zwierza, mnie nikt nie wydoi 🙂

Udanych wędrówek!

Basia.

 

8 komentarzy

  • Maciej 8 sierpnia 2018 at 15:09

    Przepiękny krajobraz! Nie mogę się napatrzeć na te zdjęcia! 🙂

    Reply
    • rowerowy kRaj 8 sierpnia 2018 at 19:05

      Patrz ile wlezie 🙂 Ale najlepiej poczuć na żywo 😉

      Reply
  • beskidnik 9 sierpnia 2018 at 11:28

    Super! Świetna wędrówka, mnie zebrało ostatnio na zbieranie punktów GOT (w zasadzie to od ręki mi się mała złota należy i sporo punktów do tej „za wytrwałość”, ale regamin rzecz święta… ) Może się i na KGP pokuszę, w sumie co mi szkodzi kilka szczytów powtórzyć? W zasadzie wszędzie mam do wyboru szlaki którymi jeszcze nie szedłem.
    Trzymam kciuki, jak już zostaniesz koronowaną to daj znać.

    Ps. Rumosz skalny taki jak na zboczach Łysicy, to nie są głazy narzutowe, pewnie jakiś lodowiec sto tysięcy lat temu je poprzestawiał, ale jednak ich pochodzenie jest inne.

    Reply
    • rowerowy kRaj 9 sierpnia 2018 at 18:36

      Książeczka GOT-owska też jest ale bardziej traktuję ją jako kolekcjonowanie ciekawych pieczątek, niż zbieranie punktów 😛 A
      A w tekście się już poprawiam 😉 (podziękował za słuszną uwagę)

      Reply
      • beskidnik 9 sierpnia 2018 at 19:24

        Na pieczątki i stempelki mam pieczętariusz, choć w GOTowskiej już się co nieco nazbierało „dziwactw” 😉

        Reply
  • beskidnik 9 sierpnia 2018 at 11:30

    Ps. Kiedy opis z krainy zegarków i scyzoryków ? 😉

    Reply
    • rowerowy kRaj 9 sierpnia 2018 at 18:33

      Najpierw do czasopisma 😉 Regulamin rzecz święta 😉

      Reply
      • beskidnik 9 sierpnia 2018 at 19:26

        Panimaju, selbstfersztendliś

        Reply

Dodaj komentarz