Browsing Category : Rowerem

W krainie łagodności. Ponidzie


„Miłkiem wyzłocony kraj Wstęgą Nidy otoczony Na szlak wzywa nas Dźwiękiem wiślickiego dzwonu” Dźwięk dzwonka wyrywa nas ze snu. Nie, to jeszcze nie ten wiślicki, a jedynie melodia alarmu oznajmia porę pobudki. Za chwilę objuczymy nasze rowery sakwami, wsiądziemy do pociągu, by zaledwie kilkanaście stacji dalej rozpocząć rowerową przygodę w krainie łagodności. Cóż to za kraina, o istnieniu której do…

Roztocze. 10 powodów, dla których warto tu przyjechać


Mówisz Roztocze myślisz… Wróć! Myślisz Roztocze i mówisz „chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie”. A myślisz lasy, pola, przestrzenie, zieleń, woda, faliste krajobrazy, przyroda, relaks! Nie? Nie myślisz tak? To znaczy, że Cię tu jeszcze nie było. A skoro Cię nie było, to ja Ci powiem dlaczego warto tu przyjechać! Miejsca, które Ci pokażę obejmują dwa odległe od siebie wyjazdy,…

Mauthausen – Gusen. Świadectwo ocalonych


72 lata temu został wyzwolony niemiecki obóz koncentracyjny Mauthausen-Gusen. Podczas rowerowej wyprawy wzdłuż Dunaju w roku 2016 odwiedziliśmy Miejsce Pamięci Mauthausen. I choć samo miejsce wzbudziło w nas wiele emocji, a rys historii wdarł się głęboko w myśli, to najbardziej w pamięci zapadło jedno spotkanie. Właśnie tam, na terenie byłego obozu koncentracyjnego Mauthausen, spotkaliśmy ocalonego świadka historii.  Polaka, więzionego ponad…

Po naddunajskiej przygodzie. Budapeszt. Koniec


Wiatry, deszcze i temperatury iście jesienne, w niczym nie przypominające temperatur węgierskiego lata, wygoniły nas znad Balatonu. Z niedosytem wracamy więc do Budapesztu. Już w pociągu do stolicy Węgier ogarniamy zakup biletów do Polski. Ale spokojnie. Zostajemy jeszcze ponad dobę. No chyba, że nie uda nam się znaleźć noclegu. Bo jak się okazuje, ogarniający tą akcję przez różne aplikacje Pimpek,…

Znad Dunaju nad Balaton. Wyprawowy skok w bok


Dnia pańskiego 07.08.2016 zasypiamy bez planu. Dnia 08.08.2016 budzimy się bez planu. Codzienny rytuał porannej krzątaniny nic nie wnosi poza treściwym śniadaniem. Nie spieszymy się specjalnie, jakbyśmy mieli przed sobą niezliczone dni na tą rowerową pielgrzymkę (dla niewtajemniczonych ta podróż zaczęła się w Pradze, by potem podążać z ziemi czeskiej do niemieckiej, dalej wzdłuż Dunaju,  by doprowadzić na do tego…

Pasawa-Bratysława. 6 dni wzdłuż Dunaju (Donauradweg)


Niemożliwe stało się możliwe i w korowodzie wzniesień i obniżeń na dwóch kołach przekraczamy granicę czesko-austriacką, nazajutrz zaś austriacko-niemiecką, by jeszcze tego samego dnia znowu znaleźć się na terytorium Austrii. Niemiecki pofałdowany landszafcik daje popalić, choć bardziej bezlitosna jest pogoda. Gdy w pocie czoła mierzymy się z podjazdami świeci dogrzewające nas mocno słońce. Kiedy zaś potrzebujemy ciepłego podmuchu i suchej…

Ku wodom Dunaju. Praga-Pasawa


Wakacji ciąg dalszy czas zacząć. Niewtajemniczonych wprowadzam w tajniki przygody. Otóż lato 2016 postanowiliśmy spędzić na naddunajskim szlaku rowerowym. Nie był to jednak zamysł całkiem typowy, jak na wyprawę po ścieżkach Donauradweg. Nie zaczęliśmy bowiem w górach Schwarzwaldu, a w Pradze. Jak się zaczęło? Zalecam wrócić do Pragi, gdzie miał miejsce początek naddunajskiej przygody. Teraz przyszedł czas na kontynuację. Jedziemy…

Ku naddunajskiej przygodzie. Praga. Początek


I stało się! Nadszedł w końcu tak długo oczekiwany czas urlopu. Wakacji, których nie można wszak spędzić inaczej, niż na dwóch kółkach. Kilkumiesięczne oczekiwanie na datę, w której będziemy mogli ruszyć na szlak Green Velo (o ścisłym planowaniu nie było tu mowy),  przeobraziło się w trymiga w zupełnie inną bajkę. Polska wschodnia została na marginesie i to nie tylko tym…

Ordnung muss sein. Niemiecki porządek i (nie)gościnność


Był rok 2013 kiedy w moje ręce trafił nowiusieńki, pachnący fabryką rower! Broniłam się przed tym zacnym gestem obdarowania mnie funkiel nówka jednośladem. Nie miałam bowiem nic za złe mojemu „góralowi” z lat 90-tych.  Gdy każda wycieczka zaczęła rodzić kolejną, kilkanaście kilometrów zastępowało kilkadziesiąt, aż w końcu jeden rowerowy dzień przeobraził się w pierwszy rowerowy weekend przestałam protestować. Kiedy już…

Tropem Nidy. Odroczony odjazd


Zaczyna się niemal od katastrofy, jaką jest spóźnienie się na pociąg… Mawiają jednak, co się odwlecze to nie uciecze… 7.28. Odjazd pociągu z ostrowieckiej stacji PKP do położonych o 60 km dalej Kielc. Wychodzę z domu nieco za późno, a każde mijane skrzyżowanie funduje mi czerwone światło. 5 sygnalizatorów świetlnych i 5x czerwone światło! Lepiej być nie może. To znaczy…