Garderobiane dylematy. Co wybrać wiosną na rower z niekoniecznie rowerowej szafy

Kto z was nie stanął choć raz przed otwartymi drzwiami szafy swojej z ciskającym się na usta stwierdzeniem „nie mam się w co ubrać”. Może jakiś męski osobnik by się znalazł, co zagwozdki takiej nigdy nie doświadczył, ale jeśli o kobiety chodzi, to ja takowej nie znam. I nie chodzi tylko o cywilne ubranie do pracy, imprezowe wdzianko na party czy po prostu luźny ciuch na browarka z koleżaneczkami. Dotyczy to także sfery sport i fit szczególnie, gdy nasze zasoby pieniężne nie pozwalają na urządzenie sobie w szafie odzieżowego sportowego raju w postaci półek zawalonych ciuszkami, a każda oznaczona inną kategorią: rower, bieganie, wędrówki, siatkówka, gimnastyka itd, itp. Chciałoby się mieć to i tamto, bo rynek zawalony jest fatałaszkami dedykowanymi na każdą możliwą istniejącą dyscyplinę sportową. Ale, chcieć nie zawsze idzie w parze z móc, szczególnie gdy na drodze stają nam ograniczenia finansowe.

Zwykło się mówić, że biednego nie stać na tanie rzeczy. I coś w tym jest, bo czasem warto wydać nieco większą kwotę na jeden porządny ciuch, aniżeli wydać mniej na coś, co rzucimy w kąt (kosz) tuż po pierwszym użyciu i po raz drugi pójdziemy wydać pieniądze. Czasami zasada jednak się nie sprawdza, bo niekiedy „ciuszek” z tańszej półki, sprawdzi się nie gorzej od swoich kilkukrotnie droższych pierwowzorów. Gdy decydujemy się na zakup tych droższych, musimy wiedzieć, że płacimy nie tylko za jakość ale także za ugruntowaną na rynku markę.
Witryny sklepowe, reklamy, gazetki, plakaty, billboardy krzyczą do nas, wodząc podświadomość za nos, aż ta w końcu się złamie i przekrzyczy nasz rozsądek. I tak rozbudza się w nas chęć posiadania okrycia na każdą sportową okazję. Ale hola, hola! Czy to oby na pewno potrzebne? Na szczęście funkcjonalność sportowych wdzianek, może być uniwersalna. Czasem będzie nam brakować kieszonki lub suwaka na plecach, ramieniu czy jeszcze gdzie tam wymyślony w zależności od dyscypliny, ale z takim brakiem można sobie poradzić. Najważniejsze, by było nam wygodnie i komfortowo a pot nie spływał nam po plecach tudzież innych częściach ciała, a wiatr nie hulał pomiędzy warstwami naszego odzienia.
Dlatego rozważ dobrze przed zakupem, czy Twoja aktywność jest na tyle częsta, że warto zainwestować w coś z „górnej półki”, co będzie Ci służyć nie rzadko i przez lata. A może na rowerową wycieczkę lub górski wypad wybierasz się raz na ruski rok?  Wówczas może nie warto być rozrzutnym? Możesz wówczas zakupić uniwersalny łaszek, może nie z tych najtańszych, ale ze średniej półki cenowej.

Rowerowe nie zawsze musi być obcisłe
„Ubierz się w obcisłe, bo to warto mieć styl” – gdyby nie polemizować z tekstem uwielbianej przeze mnie piosenki. Ale czy styl stawiać ponad możliwości naszego portfela?
Należę do osób, których podświadomość da się czasem omamić reklamie i presji otaczającego świata. Koszulka rowerowa, koszulka biegowa, koszulka na wędrówki. To samo z getrami, bluzami, butami, kurtkami. Ale co zrobić, gdy kabza nie pozwala? Przecież nie będę płakać, a realizowania pasji i budowania dobrego samopoczucia nie będę uzależniać od stylu. Może ten by dokazywał, gdyby moje wynagrodzenie miesięczne było równe średniemu miesięcznemu wynagrodzeniu krajowemu Szwajcarii. Wówczas zapewne stworzyłabym sobie garderobiany sportowo-odzieżowo-gadżetowy raj. Ale nie jest. A moja szafa zawiera tylko jedną półkę z jedną kategorią sport. Pośród znajdujących się tam kilku koszulek i spodenek typowo rowerowych są też inne sportowe ciuchy. I choć dedykowane innym dyscyplinom, albo nie dedykowane żadnej, to używane przeze mnie w różnych dziedzinach aktywności fizycznej, także tej rowerowej.

Jak się ubrać wiosną na rower, gdy rowerowych wdzianek brak
Tegoroczna zima nie dała nam szansy przyzwyczaić się do niskich temperatur, a temperatura powietrza od kilku tygodni raczej przypomina tę wiosenną. Jak wiosną ubrać się na rower wybierając niekoniecznie typowo rowerowe ciuchy? Dzielę się z Wami swoimi doświadczeniami, które całkiem dobrze się sprawdzały podczas rowerowych wojaży. A wybrana odzież służy mi niemal cały rok w różnej aktywności.

Głowa → chusta wielofunkcyjna (tuba, buff)
To część naszego ciała, przez którą ucieka najwięcej ciepła. Dobrze zatem chronić naszą mózgownicę  Moim „must have” niezależnie od pory roku jest chusta wielofunkcyjna, których w szafie mam kilka (i żadnej z najwyższego segmentu cenowego) . Wielofunkcyjność w nazwie oznacza nic innego, jak możliwość używania w różnych warunkach, okolicznościach i formie i dla każdego rodzaju aktywności. Chroni przed słońcem, wiatrem, śniegiem, kurzem. Łatwa w użyciu, szybkoschnąca. I tak chusty wielofunkcyjnej możemy używać jako czapki, opaski, lub chustki na głowę, czy też jako szalika, bandany, kominiarki, opaski na nadgarstek. bandanyW chłodniejsze wiosenne i jesienne dni dwie chusty mam zawsze na sobie – na głowie i na szyi. Zaś w letni czas przynajmniej jedna ląduje w sakwie w razie załamania pogody lub wiatru.

Chusta jest także całkiem funkcjonalna jeśli chodzi o dokoptowanie na nią rowerowego kasku. Nic nie gniecie, nic nie uwiera. Zamiast typowo rowerowej czapki, też się sprawdzi! No i dzięki właściwościom oddychającym nic się nam nie upoci, a zapewni cieplny komfort.

Szyja → chusta wielofunkcyjna (tuba, buff)
Nie dodam nic co napisano powyżej. No może jedno. Na rynku mamy chusty na lżejsze pory roku i na sezon zimowy. Te na zimę zwykle wykonane są z innych materiałów lub dodatkowo podszyte są polarem.

Tułów → kurtka 3w1
3w1 czyli jedna kurtka rozbieralna, składająca się z dopinanego polara oraz wiatroszczelnej i wodoodpornej kurtki wierzchniej. Każdą z części możemy stosować niezależnie od drugiej lub jako całość, w zależności od warunków. Polar, jako warstwa termiczna może być samodzielnie noszony w chłodne, słoneczne i bezwietrzne dni. Kurtka zewnętrzna wyposażona w membrany wiatroszczelne i wodoodporne poratuje nas w deszczową i wietrzną pogodę. W połączeniu doskonale sprawdza się w okresie jesienno-zimowym zapewniając ochronę zarówno przed chłodem, jak i przed opadami deszczu lub śniegu. W zasadzie służy mi przez cały, podobnie jak chusta w różnych dziedzinach mojej activity 😉 Wiosną stosuję głównie kurtkę zewnętrzną, która chroni przed wiatrem. Choć model mojego Campusa służy mi od kilku lat, to nie mam się do czego przyczepić (poza jednym odczepionym rzepem )
Dłonie → rękawiczki
Zapewne każdy z Was ma inne upodobania w tym zakresie. Jedni w rękawiczkach jeżdżą cały rok, inni tylko chłodniejszą porą dla komfortu termicznego. Ile upodobań tyle modeli, a może na odwrót. Nie będę się tu rozpisywać o wadach, zaletach czy użyteczności każdego z nich. Nie mam większego pojęcia w tej kwestii.
Jeśli chodzi o wiosnę oraz jesień, używam rękawiczek rowerowych zakupionych w Decathlonie. Nie miałam innych, ani droższych, ani tańszych, więc trudno mi oceniać ich jakość. Korzystam dwa lata i nie marudzę. W cieplejsze wiosenne i jesienne dni zakładam też zwykłe rękawiczki polarowe lub biegowe.

Nogi → getry rowerowe/spodnie trekkingowe (turystyczne)
No i tu obcisłe, by się zdało. Ale nie za wszelką cenę. Szczególnie gdy wiaterek sobie hula jeszcze z mroźnym przytupem zimy, a w szafie jedynie geterki bez pluszowego ocieplenia i bez właściwości wind stop. Wówczas sięgam po sprawdzone (czyt. jedyne w mojej szafie) spodnie trekkingowe o właściwościach oddychających, ograniczających siłę przebicia wiatru i radzących sobie nie najgorzej z lekką mżawką (zdjęcie powyżej). W chłodniejsze dni pod spodniami lądują jeszcze getry z segmentu „termoaktywne” (używane także na nartach, spacerach, górskich wędrówkach i bieganiu). I choć spodnie przeznaczone raczej do trekkingu, to poza łazikowaniem i górskimi wędrówkami zakładam je czasem na tyłek na rowerowe jazdy i zwykle zabieram na dłuższe rowerowe wyprawy. Bo jeśli nie podczas pedałowania, to sprawdzą się jako alternatywa dla obcisłego na wieczorne poznawanie okolicy z buta 
Jeśli chodzi o typowo obcisłe rowerowe, to chłodną wiosną (jesienią i zimą jak tegoroczna ) noszę także getry z Decathlonu, na które nie wydałam majątku, bo ok. 50 zł. Komfortowe i ciepłe dzięki wnętrzu z drapanej tkaniny (typu polar). Wszyta wkładka z pianki, elastyczny materiał, płaskie szwy. Idealne na wiosenne i jesienne wojaże w temperaturach 10-15 stopni C. Podobnie jak rękawiczki i bluza rowerowa z tego samego decathlonowskiego rowerowego segmentu.

??? → ???
Tu powinien się pojawić akapit o tym, co włożyć na stopy? Jakie wybrać buty? Poczekajcie cierpliwie, bo zamierzam poświęcić temu zagadnieniu odrębny post. Ale zanim się pojawi, boso może lepiej nie wybierajcie się na rower 

Słowo na zakończenie
Opis mojego sprawdzonego we wszelkiej outdoorowej aktywności kompletu, nie był tworzony dla chęci zysku i reklamy. Tym wpisem chcę Wam pokazać, że nie zawsze trzeba mieć odzież dedykowaną dla konkretnej dyscypliny (tu rowerowej). A jak możecie zobaczyć na załączonych obrazkach, nie ściemniam, że z tyłka mi nie schodzi 😉

Także otwieraj drzwi szafy swojej, a coś na pewno się znajdzie. I pamiętaj! Nie szata zdobi człowieka…

Basia

 

9 komentarzy

  • Tomzoo 24 lutego 2016 at 22:18

    Minimalizm i uniwersalność ciuchów zawsze w cenie 🙂
    Koszulka z merylu, cienka bluza z gammexu, kurtka (przód z membraną p/wiatrową) i spodnie szybkoschnące z odpinanymi nogawkami wystarczają na 3/4 roku od wiosny do jesieni. I nic nie jest obcisłe. 😉

    Reply
    • rowerowy kRaj 24 lutego 2016 at 22:26

      Bynajmniej nie ma problemu, co zapakować do rowerowej sakwy 🙂

      Reply
      • Tomzoo 24 lutego 2016 at 22:34

        Do sakwy 2 koszulki i 2 kpl bielizny na zmianę. P/deszczówka. Czapka rowerowa, rękawiczki i kolanka z membraną p/wiatrową na zjazdy w górach. Na naprawdę zimne dni getry rowerowe z membraną. I to jest lista zamknięta niezależnie od długości wyjazdu. 😀

        Reply
  • Skadi 24 lutego 2016 at 22:51

    Buff to fajna rzecz. Ostatnio dostałam w prezencie taki z polarem i zastępuje u mnie czasem normalną zimową czapkę 🙂

    Reply
    • rowerowy kRaj 25 lutego 2016 at 20:20

      Bo te chusty to naprawdę świetna sprawa. Ja uwielbiam! Z polarem stosuję zwykle jako szalik i tak jak Ty – czapkę.

      Reply
  • Poboczem Drogi 25 lutego 2016 at 10:12

    U mnie tak było z chodzeniem po górach: zaczynałam w bawełnianym podkoszulku i wygodnych butach, a teraz mam merynosy, gore-texy, membrany itp 😉 Oczywiście jest wygodniej i cieszy 🙂
    Bardzo podobają mi się zastosowania chustki!

    Reply
    • rowerowy kRaj 25 lutego 2016 at 20:31

      Apetyt rośnie w miarę jedzenia 😉 Bez wątpienia odzież techniczna jest niezastąpiona w outdoorowej aktywności. A chusta się przyda zawsze, dlatego warto ją mieć w kieszeni/plecaku/sakwie

      Reply
  • Obieżyświatka 28 lutego 2016 at 10:00

    Z buffem na rowerze nigdy się nie rozstaję 🙂
    Pamiętam, że jak byłam w Ameryce Południowej na wyprawie rowerowej pogubiliśmy prawie wszystkie (oprócz jednego z polarem) i bida była okropna, bo się bardzo do nich przyzwyczailiśmy.
    Minimalizm i funkcjonalność to jest ważne 🙂
    O.
    PS. Fajny tekst! Czekam, co powiesz o butach 😉

    Reply
    • rowerowy kRaj 28 lutego 2016 at 10:33

      Ja też bez buffa się nie ruszam z domu. Nawet jeśli jest to krótka przejażdżka, to chusta ląduje w kieszeni 🙂 Ameryka Południowa – bajka, zazdraszczam 😉 A tekst o butach, zawita tu wcześniej lub troszkę później 😉 Zapraszam

      Reply

Dodaj komentarz