Wiślana Trasa Rowerowa – odcinek małopolski

Wiślana Trasa Rowerowa zyskała niewątpliwie szacunek wśród rowerowych turystów za sprawą jej najlepiej przygotowanego odcinka w Małopolsce. Czy jednak gładki dywanik asfaltu rozłożonego na wałach przeciwpowodziowych wystarczy, by zaspokoić żądze amatorów dwóch kółek? Czy czarna wstęga towarzysząca Wiśle, nie jest aby żałobna? Czy harmonijny zielony krajobraz daje równowagę i uspokaja, czy wzbudza niepokój i rozdrażnienie? Czy nieustający wiatr hulający po wałach jest orzeźwieniem czy żywiołem hamującym zapędy? Czy małopolski odcinek Wiślanej Trasy Rowerowej zadowoli rowerowych turystów?

Odpowiedź znajdziecie, jeśli dacie się porwać wyobraźni i ruszycie z nami śladem Wiślanej Trasy Rowerowej 🙂

Zanim jednak na dobre rozkręcimy korby, kolej rzeczy pcha nas na pociąg.


PRZEBUDZENIE

4.00 rano. Budzik dzwoni i wyrywa ze snu. Za oknem mrok. Poranna higiena, szybkie śniadanie, a do sakw lądują ostatnie manele. Miasto śpi, a my pełni emocji ruszamy na spotkanie z kolejną rowerową przygodą. By uczcić niejako ogłoszony na 2017 Rok Rzeki Wisły, znów będziemy podążać śladem królowej polskich rzek. Po województwie kujawsko-pomorskim i pomorskim, na koła bierzemy małopolski odcinek Wiślanej Trasy Rowerowej.


Krótki dystans, długa podróż

Całkiem nowy skład PolRegio ślimaczy się do Krakowa, gdzie kilkunastominutowa przerwa pozwala nam uporać się z targaniem rowerów po schodach do kas biletowych. Tam kupujemy bilety na kolejny pociąg. Oświęcim. Logistyka i organizacja trzydniowej wyprawy zaprowadziła nas tutaj. Tutaj też dojeżdżamy pociągiem z Krakowa. Zaledwie 260 km i aż 260 km, gdyż ta podróż zajmuje nam pół dnia!


Oświęcim. Poszukiwacze historii

Wysiadamy na dworcu PKP z nadzieją na szybkie odnalezienie historycznej bramy obozu. Zdecydowanie szybciej trafiamy na McDonalda a spotkanie z historią odkładamy na inny czas. Tymczasem odpalamy w telefonie ściągniętą i udostępnioną przez wydawnictwo Compass mapę Wiślanej trasy rowerowej i podążamy ku jednej z najlepiej przygotowanych tras rowerowych w Polsce (elektroniczne wersje map VeloMałopolska, które można wykorzystać w aplikacjach nawigacyjnych na urządzeniach mobilnych do pobrania pod adresem https://www.malopolska.pl/narowery/trasyrowerowe/mapkinaapki)


WIŚLANA TRASA ROWEROWA

OŚWIĘCIM – KRAKÓW 

Wjeżdżamy na asfaltową ścieżkę rowerową i od razu uśmiechy rysują się na twarzy. Tablice pionowe oraz oznakowania poziome szlaku potwierdzają, że jesteśmy na właściwej drodze. Naniesiony muł i mokre na kilka metrów elewacje domów przypominają, że kilka dni temu w regionie tym miały miejsce podtopienia. My jednak cieszymy się wygodną jazdą prowadzącą nas wstęgą wzdłuż Soły, która wije się pośród zielonych drzew Łęgu Błonia. Mając cały czas na uwadze komunikaty z fejsbukowej strony Velo Małopolska o możliwych nieprzejezdnych odcinkach szlaku i nie kursujących niektórych promach, weryfikujemy te informacje kontaktując się przez messenger. Odpowiedzi pojawiają się błyskawicznie, co pozwala nam na realizację założonych planów.

korespondencja z administratorem strony Velo Małopolska, co ułatwiło bieżące planowanie trasy

Pierwsza niedogodność pojawia się na przejeździe pod torami kolejowymi. Badamy wzrokiem stan wody i naniesionego błota i nie ryzykujemy przeprawy na kołach. Na torach stoi pociąg, więc o przeprawie górą nie ma co mówić. Niektórzy czekają, aż lokomotywa ruszy ociężale i pociągnie skład. Nam szkoda czasu, bo słońce się obniża, a późno wrześniowy dzień szybko chyli się ku zachodowi. My musimy zaś dotrzeć do Krakowa, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg.


Wały dla rowerzystów

Przekraczamy Wisłę i wjeżdżamy na wały. Od tej chwili czarna wstęga asfaltu prowadzić nas będzie w znacznej mierze bezpośrednio przy korycie rzeki, której trajektoria została wytyczona po wałach przeciwpowodziowych.

Do Krakowa niby tylko 60 km. W drodze okaże się, że to aż 60 km…

Pierwsze kilometry wywołują zadowolenie i uśmiech na twarzach. Gładki asfalt pod oponą i otwarte przestrzenie radują wewnętrznego ducha. Nawet hulający wiatr zdaje się wygrywać muzyczne dźwięki tańcząc pomiędzy szprychami naszych bicykli. Optymistycznego akcentu dodaje ciepłe wrześniowe słońce.

Rozradowani zmagamy się z oporami powietrza i mkniemy w kierunku Krakowa po wzorcowo przygotowanej trasie rowerowej. Gładki asfalt na niektórych odcinkach ustępuje szutrowi. Po raz kolejny zmagamy się także z zalanym po obfitych opadach odcinkiem trasy. A mimo to, nie tracimy przyjemności z jazdy.

po obfitych opadach niektóre odcinki WTR przysparzają nieco trudności

Jest ostatni weekend września. Wraz z rychłym zachodem słońca, szybko spada temperatura powietrza. Dopiero teraz, kiedy słońce zakończyło wędrówkę i skryło się za horyzontem, zaczynamy odczuwać całodniową walkę z wiatrem. Robi się zimno i nieprzyjemnie. Mam wrażenie, że wietrzysko przeleciało mnie na wskroś, wylizało swym jęzorem kości i pozostawiło po sobie oziębłe spustoszenie. Nie myślę o niczym innym, jak o gorącym prysznicu i ciepłym łóżku.

Zmrok zastaje nas na kilka kilometrów przed Opactwem Benedyktynów w Tyńcu. Nie oddana wówczas do użytku kładka na rzece Skawince aż się prosi, by to nią przedostać się na drugą stronę rzeki. Niepewnie podejmujemy ryzyko, a człowiek z ochrony budowy przymyka na to oko. Zadowolenie z chytrego według nas planu szybko uchodzi, bo pachnący jeszcze smołą asfalt nagle się urywa, a nam pozostaje wąska ścieżynka biegnąca po wałach. Zmęczenie i zimno rodzi frustrację, zapadający szybko mrok wymusza włączenie lampek. Wulgaryzmy cisną się na usta, gdy wystające korzenie i ostre kamienie ścieżki prowadzącej nas przez zarośla gibają i załamują balans naszego ciała. Za całe zło tego świata dostaje się Michałowi, który jest specjalistą w wyborze „skrótów”. Po omacku, na przemian jadąc, pchając i taszcząc nasze jednoślady w końcu wyjeżdżamy wprost na mur Opactwa Benedyktynów w Tyńcu.

Na zwiedzanie jest już zdecydowanie za późno. Zresztą i tak chyba nikt z naszej piątki nie ma na to ochoty. Zdaje nam się, że już jesteśmy w „domu”, bo przecież światła krakowskiej metropolii roztaczają jasną poświatę w oddali. Nic bardziej mylnego. Te ostatnie kilkanaście kilometrów, jest chyba najdłuższą drogą przez mękę dla tych, którzy po raz pierwszy wybrali się z nami na sakwiarską wycieczkę.

Nasz pięcioosobowy peleton rozwleka się, a dystans pomiędzy każdym jego ogniwem staje się coraz dłuższy. Całkowita ciemność rozświetlona jedynie światłem rowerowej lampki pobudza wyobraźnię, która odsłania najstraszniejsze sceny z horrorów.  Chcę gnać co sił, by w końcu opuścić strefę dyskomfortu fizycznego i psychicznego i zalegnąć w ciepłym łóżku, rozświetlonego jasnym światłem pokoju. Poczucie więzi grupowej i odpowiedzialności za kompanów tej podróży, nie pozwala jednak cisnąć na pedała. Zatrzymuje się i czekam.


W mieście Kraka

„Płynie Wisła płynie… Zobaczyła Kraków, pewnie go nie minie”.

Nie minęła. My też, mimo wyziębionego ciała i totalnego braku energii, nie przejechaliśmy obojętnie przez krakowski Rynek. Spożyte na świeżym powietrzu (jakby, o takowym można było mówić w odniesieniu do Krakowa :D) ciepłe piwo i zapiekana kasza przywróciły nieco energii. Choć właściwie uzupełniły jej braki w takim zakresie, jaki pozwolił nam dojechać do pobliskiego hostelu, wtaskać rowery na I piętro i nie przewrócić się pod prysznicem.


WIŚLANA TRASA ROWEROWA

KRAKÓW-KOPACZE WIELKIE

Kraków. Nowy dzień

Mroźne powietrze poranka i jaskrawe słońce dodają animuszu. Krakowski Rynek tętni już życiem, którego niewielką częścią jesteśmy i my. Leniwie zbieramy się do odjazdu. Przedłużamy pobyt o czas spędzony na posiłku i smacznej kawie. Hamuje nas nieco sama myśl, że wygodna trasa została przerwana. Od Krakowa do Niepołomic kombinujemy, zerkamy na mapę, gubimy się, jedziemy na czuja. Dość duży ruch na drodze do Niepołomic odbiera przyjemność z jazdy. Jak najszybciej chcemy znów uciec na wały, gdzie na kolejnych kilometrach nie spotykamy już nikogo.


Rowerem po wałach. Wietrzna hulanka i jednorodny krajobraz

O ile zachłysnęliśmy się pierwszego dnia, na pierwszych kilkudziesięciu kilometrach Wiślanej Trasy Rowerowej, tak już kolejne popołudnie wzbudzało we mnie zmęczenie brakiem „akcji” i nudę.

No bo jedziesz sobie i jedziesz, kręcisz miarowo korbą, rozglądasz się na boki i nic. Cały czas to samo. Pod kołem gładziutki asfalt, po lewej zielona trawka, po prawej zielona trawka. Czasami jakaś samotna wierzba, czasami kępa wierzb lub innych zarośli. Niekiedy w tym nadwiślańskim obrazku pojawi się jakiś bocian albo krowa. Choć raz nawet to pojawiło się bydlę, co autem jeździło po wałach :/  Ale to szkoda w klawiaturę stukać, by określić ten gatunek…

No i właściwie tyle akcji. A przepraszam. Zapomniałam dodać, że na drugim planie wiatr hula nieustannie. Jedyną zmienną są, w zależności od pory dnia, odcienie barw otaczającej nas przyrody. Dlatego, gdy słońce drugiego dnia zniża się ku ziemi otulając ją pomarańczową poświatą, nudę pokonujemy śpiewem i naśladownictwem zwierząt, o które wzbogacamy farmę starego Joe.

Przedłużony wyjazd z Krakowa skutkuje znowu jazdą w ciemnościach. Znaleziony wcześniej w internecie nocleg okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przystępne ceny, smaczne jedzenie i duch wszechobecnej dzikiej zwierzyny pozwoliły nam zasnąć w zadowoleniu i w zadowoleniu ruszyć przed siebie dnia kolejnego.


WIŚLANA TRASA ROWEROWA I VELO DUNAJEC


Z MAŁOPOLSKI W ŚWIĘTOKRZYSKIE

Nudę przełamujemy starając się dotrzeć do miejsca, w którym Dunajec wpada do Wisły. Chodzenie z rowerami po chaszczach, które jeszcze kilka dni temu były zatopione w błocie, nie jest najprostszą sprawą. Nawet krowa patrzy na nas spod byka, kiedy lekceważąco wchodzimy na jej terytorium. Dotarcie do samego ujścia nie powodzi się z uwagi na szlam, błoto i śliską maź pozostałą po podniesionym stanie rzek. Udaje mi się nie zaliczyć gleby, ale z powrotem niosę ze sobą kilka kilogramów błota na podeszwach. 

Tu rozstajemy się z Wiślaną Trasą Rowerową, choć szlak biegnie dalej do Szczucina. My zaś chcemy urozmaicić sobie wycieczkę i przenieść się z idealnego asfaltu na polne dukty, lessowe wąwozy i zmieniający się krajobraz świętokrzyskiego Ponidzia. Zanim jednak przekroczymy Wisłę i znajdziemy się na terenie województwa świętokrzyskiego, przeprawiamy się promem przez Dunajec kierując się do wsi Zalipie.


ZALIPIE. WIEŚ MALOWANYCH CHAŁUP

Zalipie to małopolska wieś malowanych chałup, w której wiosnę znajdziemy o każdej porze roku. A to za sprawą ponad stuletniej tradycji malowania domów. Choć właściwie zdobnictwo zalipiańskie to nie tylko fantazyjnie skomponowane bukiety kwiatów na ścianach domów. W Zalipiu kwieci się także różnorakie sprzęty, serwetki, odzież, obory, studnie, płoty a nawet psie budy.

W końcu nasz jednorodny, zielony krajobraz został przełamany przez wielobarwność wsi Zalipie.

Malowane chałupy w Zalipiu
Kwieciste zdobienia w Zalipiu


PONIDZIE. ŚWIĘTOKRZYSKA KRAINA ŁAGODNOŚCI

Ogarnia mnie lekki smutek, kiedy kursujący na rzece Wiśle prom dobija do brzegu. Właśnie przekroczyliśmy granicę województw zostawiając małopolskie za sobą.

Na tym kończymy przygodę z Wiślaną Trasą Rowerową w granicach województwa małopolskiego, choć nie kończymy jeszcze tej rowerowej eskapady. Już dnia kolejnego będziemy bowiem podążać śladem rzeki Nidy.

Nadnidziański krajobraz zaskarbił sobie moje serce, a powrót w ten region zawsze cieszy duszę. Tym razem tylko jeden dzień. Kilkadziesiąt kilometrów pośród falowanych pól, kamiennych świątków, zielonych ogrodów. 

Ten wpis poświęcam Wiślanej Trasie Rowerowej. Na Ponidzie zapraszam Was tutaj. 

Krajobraz Ponidzia. Ścieżka rowerowa wzdłuż kolejki wąskotorowej Jędrzejów – Wygoda


MAŁOPOLSKI ODCINEK WIŚLANEJ  TRASY ROWEROWEJ. JESTEM ZA A NAWET PRZECIW

Małopolska to region, który niewątpliwie postawił na rozwój rowerowej infrastruktury, czego dowodem jest budowa zintegrowanej sieci tras rowerowych VeloMałopolska. Jak zapewniają nas na portalu www.malopolska.pl Już za kilka lat rowerzyści będą mogli skorzystać z prawie 1000 kilometrów dobrze oznakowanych ścieżek, które połączą najciekawsze turystycznie i przyrodniczo miejsca w regionie.

Wiślana Trasa Rowerowa to jedna z ośmiu powstających tras projektu VeloMałopolska. 

Czy to, czego dokonują w Małopolsce zadowoli rowerowych turystów? Jestem przekonana, ŻE TAK!
Choć tak naprawdę, każdy z nas rowerzystów, potrzebuje i oczekuje czego innego w swych rowerowych wojażach. Bo czym innym jest jednodniowa przejażdżka rekreacyjna, czym innym dojazd do pracy, czym innym kilkudniowy wyjazd z sakwami po przygodę, a jeszcze czym innym eskapada z dziećmi.

Zaledwie trzydniowa tułaczka śladem Wiślanej Trasy Rowerowej pozwoliła mi wyrobić sobie własne zdanie. Zaznaczam, że jest to moje i tylko moje subiektywne odczucie, którego kierunek wyznaczyło moje usposobienie i to, co w mojej duszy gra. 

A więc do rzeczy.

Wiślana Trasa Rowerowa na odcinku małopolskim – zalety i wady:

  • komfort jazdy wygodnym duktem
  • dobre oznakowanie szlaku
  • zielony krajobraz i możliwość obcowania z przyrodą
  • harmonijne połączenie z innymi szlakami sieci VeloMałopolska
  • otwarte przestrzenie
  • nieograniczone możliwości „dzikiego” biwakowania
  • ciekawe miejsca i obiekty
  • hulający wiatr
  • znikoma ilość wiat (lub innych miejsc zapewniających schronienie przed deszczem/śniegiem/gradem/wiatrem)
  • ograniczone możliwości nocowania „pod dachem”
  • monotonia krajobrazu
  • mało wymagający teren (brak przewyższeń, zmian nawierzchni)
  • szlak idealny dla zwolenników  wygodnych duktów i niezakłócanej niczym jazdy (niczym, poza hulającym wiatrem :P).


Jak widzicie, nie stawiam wad kontra zaletom małopolskiego odcinka Wiślanej Trasy Rowerowej. To co dla jednych będzie zaletą, dla innych może być wadą. Mój nos mi zaś mówi, że Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce to szlak idealny dla zwolenników  wygodnych duktów i niezakłócanej niczym jazdy (niczym, poza hulającym wiatrem).  Amatorzy gładkich asfaltów mogą tu sunąć przed siebie z dala od zgiełku i ulicznego ruchu. Ptasie trele będą radować wrażliwe dusze, a sielski krajobraz będzie odskocznią od aglomeracji wielkiego miasta.

Nic tu jednak po tych, którym potrzeba adrenaliny we krwi. Zwolennicy zmiennej terenu i akcji, niech od razu wybiorą inny kierunek.

Wiślana Trasa Rowerowa to według mnie dobry pomysł na weekendową wycieczkę dla rodziców, którzy chcą aktywność zaszczepić w dzieciach. Te w rowerowej przyczepce, nie powinny marudzić. Te starsze nie powinny sturlać się z wałów.

W odpowiedzi na pytania zawarte we wstępie, powiem Wam, co mi dał trzydniowy związek z Wiślaną Trasą Rowerową.
Czy zadowolił mnie?

Harmonijny zielony krajobraz dał równowagę i koił serce podczas pierwszego dnia podróży. Kolejnego raczej już drażnił tłukąc po głowie myśli, kiedy się w końcu coś zmieni? Hulający wiatr przedmuchał kości tak, że o orzeźwieniu nie można tu mówić. No chyba, że jest tożsame z wyziębieniem. W dodatku wiatr znacznie ograniczał prędkość naszej jazdy. 

Zadowolona jednak jestem z tej krótkiej naszej przygody. Bo Polska jest piękna, a szlaki takie jak Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce pokazują, że u nas też można dobrze, wzorcowo i wygodnie. Bez wstydu przed zagranicznym turystą 😉

Niech więc powstają nowe drogi i budują się trasy z wykorzystaniem wałów przeciwpowodziowych. A Małopolska niech będzie przykładem!

Na podsumowanie zapraszam na film z naszej przygody z małopolskim odcinkiem Wiślanej Trasy Rowerowej

3 komentarze

  • ssssen 26 grudnia 2018 at 21:20

    „Za całe zło tego świata dostaje się Michałowi, który jest specjalistą w wyborze „skrótów”.” – a niesłusznie, bo właśnie tamtędy biegnie WTR do Tyńca. Dziadowski odcinek przed którym mało kto ostrzega. Dla szosowców – nieprzejezdny :/

    Reply
    • rowerowy kRaj 26 grudnia 2018 at 23:24

      Wtedy oficjalnie jeszcze ten odcinek nie był oddany, dlatego Michałowi się dostało 😉
      Jeżeli dzisiaj nadal wygląda tak, jak w roku ubiegłym, to faktycznie odradzam ten wybór (bynajmniej po zmroku 😋)

      Reply
  • Maciej 30 grudnia 2018 at 08:01

    Było dać znać co planujecie, pldesłał bym Wam gps tracka z fajnym wyjazdem z Krakowa przez Mogiłę na Niepołomice (bocznymi drogami, kilka ciekawych lokacji po drodze).
    Z wnioskami się zgadzam w 💯 %.
    Na cypel gdzie Wisła wpada do Dunajca rowerem się nie pchałem, ale piechotą owszem, tyle że w lecie nak było suchótko.

    Zapraszam na Velk Dunajec od gór po Wisłę, tu też przewieje ale szlam bardziej urozmaicony.

    Reply

Nasunęła Ci się jakaś myśl? Podziel się nią tutaj :)