Winny Sandomierz

1 maja. Godzina 9.00. Cała klasa z biało czerwoną chorągiewką w ręku ustawiona już na baczność albo przynajmniej w zwartym szeregu na Placu Wolności, gotowa do uczestnictwa w obchodach pierwszomajowych. Na płycie placu tłum. Każdy z powiewającą na wietrze miniaturką flagi albo przynajmniej goździkiem barwy biało czerwonej z przewagą tej drugiej. Z głośników wydobywa się głos przedstawicieli władz miasta, którzy zajmują trybuny honorowe. Jest gwarnie, kolorowo, wesoło. Przynajmniej z pozoru. Nie bardzo rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi ale „zachęceni” przez ciało pedagogiczne wszyscy celebrujemy zacne Święto Pracy! Nawet my, dzieci. Obecność niby dobrowolna, a jednak obowiązkowa. Ruszamy naprzód, ku chwale socjalistycznej ojczyzny!

Tak było jakieś 30 lat temu. Jak jest dzisiaj?

1 maja 2016. Godzina 9.15. Spotykamy się w grupie, ale nie tak licznej jak 30 lat temu. I nie na płycie Placu Wolności, ani nawet miejskiego Rynku, a na pustym parkingowym betonie supermarketu. Nie „mobilizowani” perspektywą nagannego zachowania, a każdy z własnej woli. Każdy ze swoim rowerem, mniejszą lub większą sakwą na bagażniku i wodą w bidonie. Nie na pochód pierwszomajowy, a na rowerową majówkę. Ruszamy przed siebie, ku przygodzie!

Ich czterech i ja jedna
To pierwszy raz, kiedy do naszego grona dołączają całkiem nowe twarze. To efekt uboczny mojego blogowania 🙂 Ktoś tu czasem zagląda, czyta i  pyta o możliwość wspólnych wyjazdów. A kto pyta, nie błąka się samotnie ciągle po tych samych szlakach, a odkrywa z nami nowe 😉
I tak oto w towarzystwie starych i całkiem nowych znajomych ruszamy przed siebie, by pośród złocistych rzepakowych pól, zielonych łąk, lessowych wąwozów, kwitnących sadów owocowych dotrzeć do celu naszej majówki – Sandomierza. Zanim jednak rozkręcimy się na dobre na otwartych przestrzeniach pagórów Wyżyny Sandomierskiej, zaglądamy na ćmielowski rynek.

DSC_0216

Rynek w Ćmielowie. Pomnik Bojowników o Niepodległość

Za chwilę robimy kolejną krótką przerwę, by wpaść na chwilę do sklepu z ćmielowską porcelaną. A w nim kolorowo ale dostojnie. Od maleńkich figurek, po pokaźne zastawy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja też mam upatrzony swój kubek ćmielowski 🙂 Mam nadzieję, że kiedyś zawita na moim stole

różowy rower

źródło: www.as.cmielow.com.pl

Fabryka Porcelany AS Ćmielów to manufaktura kultywująca przedwojenne tradycje wytwórni Świt w Ćmielowie. Ci, którzy chcą poznać z bliska proces produkcji porcelany mogą odwiedzić znajdujące się na terenie fabryki Żywe Muzeum Porcelany. To ciekawa lekcja zawodu i liczne atrakcje.

Z Ćmielowa uciekamy na boczny dukt, którym prowadzi zielony szlak rowerowy do Wojciechowic. To droga o znikomym natężeniu ruchu. Taka sobie asfaltowa dróżka wiodąca ode wsi dode wsi. Właściwie to nic nas nie mija, ani my nikogo nie mijamy. Poza jednym psem z kulawą nogą. Tyle już razy podążaliśmy do Sandomierza, ale jeszcze nigdy tym odcinkiem. A ten już po chwili nas zaskakuje. Obniżamy się coraz bardziej a krajobraz łąk, które mieliśmy po obu stronach drogi znikł gdzieś za wysokimi ściankami lessowego wąwozu. Po obu stronach drogi naprzemiennie pola, łąki, przeplatane co kilkanaście kilometrów zabudowaniami niewielkich wsi. Jazda w takim krajobrazie to czysta przyjemność. Kilometry szybko uciekają, bo nowe znajomości owocują nieustanną rozmową o przebytych szlakach, przygodach w trasie i innych okołorowerowych doświadczeniach.

DSC_0220

pośród pól malowanych zbożem rozmaitem…

DSC_0223

wyzłacanych rzepakiem…

DSC_0274

pobielanych kwieciem…

Gdzie przydrożne kapliczki i krzyże rozsiane w krajobrazie. Tak lud hołd dziękczynienia Bogu swemu kładzie 

Z Wojciechowic ruszamy nieodkrytymi dotąd przez nas drogami. Trasa ta jest nieco łatwiejsza niż nasze dotychczasowe dukty. Mniej tu pagórów, dołów, rozdołów. Choć nie spodziewajcie się lekkiej jazdy. Im bliżej Sandomierza, tym więcej nie tylko owocowych sadów, ale też tak charakterystycznych dla tego regionu lessowych wąwozów. Gdy wypadamy z jednego takiego pędem, a nogi już przygotowane są do rozhulania się pod 7% podjazd wciskamy na hamulce, bo oto dostojny on. Zawisza Czarny. Kto chce bliżej poznać jego rys historyczny, może zajrzeć do znajdującej się tuż nieopodal Izby Pamięci Zawiszy Czarnego.

DSC_0229

Posąg Zawiszy Czarnego w Garbowie. Tu się urodził ok. 1370r. ten polski rycerz, symbol cnót rycerskich. Starosta kruszwicki i starosta spiski.

Winnica, wino i winorośle

Po morderczym podjeździe za chwilę mamy kolejny zjazd. A jak zjazd to i podjazd. I tak naprzemiennie. Aż w końcu w Górach Wysokich, za kościołem Matki Boskiej Bolesnej, zjeżdżamy w dół wąwozem robiącym piorunujące wrażenie. Chyba najdłuższy i najgłębszy podczas dzisiejszej wycieczki. Wypadamy do prostopadłej drogi na niebieski szlak, na którym już raz mieliśmy przyjemność gościć. Tym razem jednak, nie omijamy winnicy, która już wówczas przykuła naszą uwagę. Jak wiadomo, w grupie raźniej. Wjeżdżamy bramą na teren Winnicy Sandomierskiej – niewielkiej rodzinnej manufaktury. Każdy z nas wyjeżdża z sakwą cięższą o butelkę wina. Ale zanim zaopatrzymy się w ten szlachetny trunek schodzimy do klimatycznej piwniczki. I nie jesteśmy tam wtrąceni za karę, a po to by poddać  nasze kubki smakowe niebiańskim doznaniom. Degustujemy wina 🙂 A degustacja przeplatana jest opowiadaniem właściciela winiarni o historii tegoż miejsca i wiedzą praktyczną o uprawie winorośli.

DSC_0233

Degustacja

DSC_0235

Sandomirius z Winnicy Sandomierskiej naprawdę smakuje wybornie

Degustacja degustacją, ale jak to jest zrobione? Pod przewodnictwem właściciela Winnicy idziemy na krótkie rozpoznanie w teren. A w terenie uroczo. Na zboczach pagórów budzą się do życia winorośle, które jesienią wydadzą na świat to, co najważniejsze w procesie produkcji – winogrona.

DSC_0237

Pole winogronowe

DSC_0238

I kto by pomyślał, że ostatecznie będzie z tego wino

DSC_0236

lessowe ściany

Bogatsi o nową wiedzę ruszamy dalej w kierunku miejscowości Dwikozy. Te kiedyś były znane także z produkcji wina tyle, że z nieco niższej półki 😉 Od tej chwili trzymamy się niebieskiego szlaku i kręcimy kilka kilometrów po płaskim. To asfaltowa lokalna droga wiodąca wzdłuż torów kolejowych. Cieszymy się niczym niezakłóconą jazdą. Przed nami ostatni podjazd. To Rezerwat Góry Pieprzowe. Kiedy byliśmy tu w grudniu, punkt widokowy był pusty. Dzisiaj niemal każda ławka zajęta. Cóż się dziwić. To miejsce naprawdę warte uwagi przy okazji zwiedzania Sandomierza.

DSC_0241

Panorama Sandomierza z „tarasu widokowego” Gór Pieprzowych

Nasz cel tuż tuż. Po krótkiej przerwie ostatnim już wąwozem śmigamy w dół, a szlak doprowadza nas do centrum miasta. Rynek!

DSC_0253

Rynek w Sandomierzu

Rynek wita nas nie tylko urokliwymi kamieniczkami, ale także dość pokaźną liczbą turystów. W końcu to majówkowy weekend. Ojciec Mateusz zrobił swoje i Sandomierz stał się topowym miastem na mapie miast Polski chętnie odwiedzanych.
Nas tu nie zwiódł Ojciec Mateusz, a kręte drogi pośród pól, złocisty kolor rzepaku, soczysta zieleń młodych zbóż, ukwiecone majem sady, pagóry i wąwozy. No i Sandomierz. Miasto czerwonej cegły, wybrukowanych uliczek, dostojnych kościołów, pięknych panoram, godnych królowej polskich rzek, nad którą się wznoszą.

Miasto zdobyte! Pochody zakończone. Na dzisiaj tyle. Ciąg dalszy się napisze 😉
Tylko tych chorągiewek brak :/

mapa trasy Ostrowiec-Sandomierz

Miłego rowerowania!

Basia

6 komentarzy

  • Dominik 8 maja 2016 at 21:22

    Super relacja, miło się czyta tym bardziej że miałem zaszczyt uczestniczyć w tej wycieczce osobiście.
    Jeszcze raz dzięki za fajny wyjazd.

    Reply
    • rowerowy kRaj 8 maja 2016 at 22:29

      Ooo. Myślałam, że Ty już za wielką wodą 🙂 Fajni ludzie, fajna wycieczka to i relacja się skrobnęła taka 😉 Zapraszamy na kolejne wspólne wojaże 🙂

      Reply
  • Rowerem by bike 10 maja 2016 at 23:10

    Słyszałem wiele dobrego o polskich winiarniach. Bardzo dużo ich teraz powstaje. Wino z nich ponoć przednie, choć jeszcze nie próbowałem 🙂 Ciekawa trasa do Sandomierza. My zawsze wybieramy żółty szlak doliną Opatówki, ale jako droga powrotna byłaby to interesująca alternatywa. Pozdrawiam

    Reply
    • rowerowy kRaj 10 maja 2016 at 23:30

      Nasze drogi do Sandomierza bywają różne, a każda tak samo przyjemna i urokliwa. A wino smakowało wybornie 🙂 Jeszcze niejedną winnicę odwiedzić musimy 🙂

      Reply
  • Anonim 12 maja 2016 at 18:35

    Smakowita wyprawa 🙂

    Reply

Dodaj komentarz