Rowerem przez Pogórze Spiskie. Wiosenny rozruch w cieniu zimowych Tatr Bielskich

Choć na stokach narciarskich Podhala można było zaznać jeszcze białego szaleństwa, to zima była już w odwrocie. Biała Pani nie popuszczała jeszcze w wysokich partiach gór, ale łagodne zbocza Pogórza Spiskiego szykowały się raczej na przyjęcie wiosny. Napływ ciepłego powietrza przyniósł szaleństwo halnego, które to widocznie udzieliło się i nam. Bo kto świadomie pcha się w paszczę lwa? Ale cóż było robić, kiedy rowery były spakowane, a dusza domagała się nowych wyzwań.


 

Drogami Pogórza Spiskiego

 

Pogórze Spiskie ulokowane pomiędzy Doliną Białki na zachodzie a doliną Popradu na wschodzie skradło moje serce od pierwszej wizyty w tym mikroregionie historycznego Spisza.  Z jednej strony Pieniny urzekają swoim zadziornym charakterem, z drugiej majestat Tatr wodzi wzrok na pokuszenie. Pokusa rowerowego odkrywania Spisza zrodziła się przed kilku laty, gdy wędrując tutejszymi szlakami pieszymi, wzrok przykuwały oznakowania lokalnych szlaków rowerowych. A tych tutaj nie brakuje ani dla amatorów jazdy terenowej, ani dla tych, którzy nie lubią zjeżdżać z asfaltu.

W marcowy weekend wskakujemy więc w rowerowe siodła, by zmierzyć się z tymi w grzbietach gór Pogórza Spiskiego.

 

MAPA TRASY

 

W dolinach potoków

 

Nasz punkt startowy – Łapsze Wyżne – położony jest na wysokości ok. 650 m n.p.m. w dolinie potoku Łapszanka.

Pierwsze ruchy korbą nie złowieszczą, bo od razu nabieramy pędu i w szybkim tempie zjeżdżamy do Niedzicy, skąd nawigowani oznakowaniem szlaku Pętli Spiskiej obieramy kierunek na Kacwin.

Z Niedzicy kierujemy się oznakowaniem Pętli Spiskiej

 

 

 

Ośnieżone szczyty Tatr Bielskich, jak magnes przyciągają wzrok. Choć ciało musi skupić się na trajektorii drogi, dusza oddaje hołd majestatowi gór. Dopiero w Kocim Zakątku wyrywam się z zamyślenia. Położona w Dolinie potoku Kacwinianki wieś Kacwin, jest jedną z najstarszych miejscowości Spiszu.  Jej nazwa wywodzi się od niemieckiego Katzwinkel, co oznacza Koci Zakątek.  Przejeżdżamy pośród gęstej zabudowy czerpiąc zapach wsi. Dopełnieniem sielskości chwili jest dolatujący do uszu szum wodopospadu „Pod Młynarzką”.

Kacwin wzbudza skrajne emocje. Z jednej strony stara zabudowa, dawne spichlerze, jedyne w Polsce sypańce (miejsce przechowywania zboża) i kłujący w nozdrza zapach gospodarskich zwierząt, z drugiej – nowoczesne domy z bogatą ofertą bazy noclegowej.

Kościół pw. Wszystkich Świętych w Kacwinie

Przez Kacwin przebiega wiele szlaków turystycznych – rowerowych, pieszych i spacerowych ścieżek. Przede wszystkim znajdujemy się na trasie Pętli Spiskiej. Tędy przebiega także odcinek szlaku wokół Tatr.

W dźwięcznym szumie rwących wód Kacwinianki dojeżdżamy do granicy ze Słowacją (Kacwin – Velka Frankova), przy której znajduje się kolejna atrakcja malowniczych terenów Spisza – wodospad Kacwin.

 

Słowacki skok wzwyż 

Na rozstaju dróg musimy podjąć decyzję, czy obieramy krótszą trasę przez Osturnię Pętlą Spiską, czy zmagamy się z trudniejszym terenem i znacznie dłuższym dystansem szlakami Pogórza Spiskiego. Sprawa nie podlega dyskusji i zgodnie wybieramy wariant 2. Od tej chwili trasa nie będzie tylko przyjemnością ale zmaganiem się z przewyższeniami, podjazdami pod przełęcze i halnym wiejącym prosto w twarz.

Już po słowackiej stronie Velka Frankova

Oznakowanie Pętli Spiskiej

Nasi sąsiedzi dbają o amatorów dwóch kółek. Oznakowanych szlaków rowerowych znajdziemy tu całe mnóstwo. Na Słowacji szlaki rowerowe oznaczone są literą „C” w odpowiednim kolorze na tle białego kwadratu.  Na tabliczkach kierunkowych dodatkowo pojawia się symbol rowerzysty, a odległości podawane są w kilometrach. Kolor zależny jest od tego, jakiej rangi jest to trasa. Kolor czerwony  wskazuje, że jesteśmy na głównej trasie rowerowej tzw. cyklomgistrali. Kolorem niebieskim oznaczone są dłuższe odnogi cyklomagistral, zaś zielonym krótsze. Krótkie odcinki łącznikowe oznaczone są kolorem żółtym.

Przełęcz Hanuszowska

Zaczynamy zmagania z pierwszą przełęczą słowackiej Magury Spiskiej i podjeżdżamy na położoną na wysokości 821 m n.p.m. Przełęcz Hanuszowską (słow. Hanušovské sedlo). Zimowa pauza w rowerowej aktywności daje się we znaki. Jednak siła gór i rozciągającej się panoramy na pobliskie Tatry oddalają myśli o niewygodzie pierwszego w tym sezonie mocnego nagniatania na pedały. Zjazd z przełęczy wywołuje zaś swoistego rodzaju amnezję i męki podjazdu uchodzą szybko w zapomnienie.

Podjazd pod Przełęcz Hanuszowską

W tle Tatry Bielskie

Przełęcz Hanuszowska

I halny nas nie powstrzyma

W miejscowości Hanuszowce ( słow. Spišské Hanušovce) włączamy się na odcinek spiskiej cyklomagistrali (słow. Spišská cyklomagistrála). Zaledwie kilka kilometrów drogi jedziemy bez wyraźnego wzniesienia terenu i znowu wspinamy się w górę.

Przełęcz Magurska

Tym razem nie popuszcza nam Przełęcz Magurska (słow. Magurské sedlo, 949 m n.p.m.). Rejon przełęczy jest odkryty, dzięki czemu napawamy się szerokimi widokami opóźniając zjazd. Gdy tylko wprawiamy koła w ruch, te nabierają prędkości tocząc walkę z oporami silnego wiatru. Dopiero teraz, po wschodniej stronie zbocza głównej grani Magury Spiskiej halny daje nam się mocno we znaki. Wysokość też robi swoje i zimne powietrze nie pozwala na kontemplację. Suniemy w dół i mimo skutecznego hamowania wiatrem, muszę używać także hamulców mojego bicykla. Długa prosta w kierunku Słowiańkiej Wsi (słow. słow. Slovenská Ves) jest  dla nas zabójcza. I nie z powodu trudnego terenu, a z powodu wiejącego nam prosto pod koła silnego wiatru.

Gdy zjeżdżamy z Przełęczy krajobraz się zmienia diametralnie. Pagórkowaty obraz wzniesień nagle staje się płaski. Jedyne co pozostało, to wypiętrzone, otulone bielą wierzchołki Tatr Bielskich. Jakby ktoś chciał zachwiać płaszczyznę układając na niej w logicznym, zwartym szyku coraz to wyższe ostrosłupy.

Wyrastające za plecami Tatry Bielskie

Zmieniamy kierunek jazdy i krótką odnogą z Cyklomagistrali Spiskiej, przez miejscowość Vyborna i Lendak, przedostajemy się na odcinek Podtatrzańskiej Cyklomagistrali. Zanim jednak tam dotrzemy przeżywam kulturowy szok.

 

Enklawa odmiennej tradycji

Umęczona podjazdami i halnym opadam nieco z sił. Każdy ruch korbą to dla mnie znaczny wysiłek nie przekładający się na efektywność. Dookoła pustkowie. Surowy krajobraz rozbudza w wyobraźni zapamiętane ze szklanego ekranu obrazki mongolskiego stepu. Przed nami rysuje się jakaś osada. Nie są to jednak jurty, choć społeczność zdaje się być równie wielobarwna. To słowacka wieś Výborná.
Kilkuosobowa grupa ciemnookich chłopców kręci się na rowerach przyglądając nam się mało gościnnie. Odprowadzają nas wzrokiem ale odjeżdżają w innym kierunku.

Dziecięce harce

Za chwilę cała gromada dzieciaków o zgoła odmiennej niż słowiańska urodzie, robi mnóstwo hałasu przerzucając z rąk do rąk  jakiś przedmiot. To pewnie jakaś zabawa. Gra, w której zachodzi między dzieciakami bezpośrednia interakcja, kontakt i komunikacja, a ciało rozgrzewa się poprzez ruch. Nie dzieli ich ekran smartfona, nie prowadzą dialogu przez cyfrowe nadajniki, nie zatapiają się w otchłani Internetu. Daleko tu do ciszy przerywanej jedynie dźwiękiem powiadomienia o nowej wiadomości na portalu społecznościowym. Ich społeczność rządzi się swoimi prawami i tradycjami. Takimi, które nam niekiedy ciężko zrozumieć. Gwar, przekrzywkiwanie, harmider. Ten kogoś woła, tamten na kogoś krzyknie, pomiędzy zabudowaniami rozbrzmiewa dźwięk piły motorowej. Kilkuletnie dziecko z siekierką w ręku wymachuje nią zgrabnie w naszym kierunku w geście odgrażania.

Na gapę

Duże ciemne oczy spoglądają na nas nieufnie spod długich ciemnych grzywek. Za duże lub za małe ubrania, okrywają drobne ciała dzieciaków. Błyszczące oczy jednego z nich łypią na mój rower, a sylwetka szykuje się do startu. Wyobraźnia mi podpowiada, że zaraz wyląduję na ziemi, a mój rower w najlepszym wypadku razem ze mną. W najgorszym – dalsza wędrówka będzie piesza. Na moje nieszczęście zaczyna się delikatny podjazd. Nie mam sił przyspieszyć, kiedy kilkuletnia dziewczynka startuje wprost na mnie. Gdy dobiega do drogi nagle zatrzymuje się. W jej wielkich brązowych oczach dostrzegam duże rozczarowanie, kiedy wodzi wzrokiem tam, gdzie większość rowerów ma bagażnik. Czyż miała nadzieję, na jazdę na gapę?

Harmider i chaos przekłada się na poczucie estetyki, której tutaj najwyraźniej brak. Na odrapanych elewacjach domów, na niestabilnych ogrodzeniach posesji suszą się  ubrania.  Kobiety zajmują się praniem… w melioracyjnym rowie. Z brudem zmagają się wykorzystując siłę własnych mięśni i uderzając praniem o kamień.

Wzmagający się w duszy niepokój nakazuje zmykać stąd czym prędzej. Z drugiej strony odczuwam chęć pozostania tu dłużej, by zaobserwować więcej w tej zamieszkiwanej przez Romów osadzie.

 

Powrót do Europy

Dalsza część drogi, to już wizerunek europejskiej cywilizacji. Docieramy do Doliny Kotliny oddzielającej Tatry od Magury Spiskiej. W Kotlinie Tatrzańskiej turyści mogą zwiedzać Jaskinię Bielską – chroniony zabytek przyrody – albo oddać się uzdrowiskowej sile w jednym ze znajdujących się tu sanatoriów. Przez miejscowość przebiega także Droga Wolności, która słynie ze spektakularnych widoków.

Drogą Wolności przebiega oznaczona kolorem czerwonym i numerem 007 trasa rowerowa Podtatranská (Podtatrzańska cyklomagistrala) cyklomagistrála), która łączy Łysą Polanę z Podbanskim. My kierujemy się w stronę granicy z Polską przez miejscowość Ždiar.

Wymagający teren pobudził nasz apetyt, a wyczerpanie wszystkich zapasów energetycznych zmusiło do zatrzymania się na posiłek. Mała gastronomia i hotel, mimo całej atmosfery przyjaznej rowerzystom, niestety tego dnia gorący posiłek serwuje tylko swoim gościom.  Rezygnujemy z szukania alternatywnego lokalu i raczymy się jedynie kawą.

Przyjazna rowerzystom klimatyczna restauracja w słowackiej miejscowości Ždiar

 

Nie schodzimy z procentów

Zdziarska Przełęcz

Wyczerpane zapasy energii dają się we znaki, gdy męczę podjazd Zdziarskiej Przełęczy. Podjazd nie jest nad wyraz stromy, ale jego długość wydaje się niekończąca. Oznakowanie wskazuje, że nachylenie drogi wynosi 12%. Mam wrażenie, że wskazania nachylenia drogi wszystkich pokonywanych dzisiaj podjazdów mają oznaczenie 12%.

Powietrze robi się coraz chłodniejsze i nie wiem, czy za sprawą szybko obniżającego się słońca, czy przez osiągnięty pułap niemal 1000 m n.p.m., a może bezpośrednie sąsiedztwo ośnieżonych wierzchołków Tatr Bielskich z Hawraniem na czele? Pewnie wszystko na raz. Już jest pewne, że do miejsca noclegu nie dotrzemy przed zmierzchem.

Po lewej – Płaczliwa skała, po prawej – Hawrań widziane z Przełęczy Zdziarskiej

Granica Państwa w Jurgowie. Tatry Bielskie za plecami

Jurgów – Granica Państw

Kiedy w Jurgowie przekraczamy granicę z Polską robi się mrok. Spadek temperatury przypomina, że to dopiero początek marca w dodatku w górach! Zjeżdżamy z drogi krajowej w zupełne ciemności kierując się ku Przełęczy nad Łapszanką. To już ostatnie kilometry, kiedy zmagamy się z podjazdem. Tym samym, z którym zmagali się kolarze 6 i 7 górskiego etapu Tour de Pologne. Ja niedomagam i oddaję nierówną walkę. Za nami bowiem 90 km w nogach, walka twarzą w twarz z halnym i 3 zdobyte przełęcze! Czwarta musiała zostać  zdobyta techniką mieszaną. I tak nieźle, jak na początek sezonu!

Kiedy osiągamy najwyższy pułap Przełęczy nad Łapszanką, gaśnie moja przednia lampka. Na szczęście pojawiło się światło latarni, które oświetla drogę. Przed nami ostatni zjazd. Już nie trzeba pedałować i ostatnie 7 km pokonuję na pełnym luzie.

 

Wiatru w plecy!

Basia.

 

2 komentarze

  • beskidnik 11 kwietnia 2019 at 11:42

    1 – patrzysz i myślisz że śnisz, taki piękny jest Spisz
    2 – gdzieś stamtąd mój ród
    3 – skąd wiesz że to Romowie a nie Sinti (dlatego lepiej używać określenia Cyganie, tym bardziej że Oni całkiem śmiało mówią o nas per Gadź)
    4 – to już wiesz czemu Słowacy jakiś czas temu likwidowali lub grodzili ich osady.
    5 – IMPONUJĄCE – 90% ludzi wymięka tam już przy pierwszej przełęczy.

    Reply
    • rowerowy kRaj 11 kwietnia 2019 at 12:02

      Jak się już dorobię, wakat redaktora merytorycznego powierzam Tobie 😉

      Reply

Nasunęła Ci się jakaś myśl? Podziel się nią tutaj :)