Leśnym duktem z Ostrowca do Bałtowa. Wiosennie i rodzinnie

Wreszcie nadszedł ten dzień! Dzień wolny, w którym słońce od godzin porannych zaglądało do okna, kiedy nie było większych obowiązków i kiedy w końcu mogłam wydobyć mój rower z piwnicznych ciemności. Nie było żadnego planu, bo właściwie byłam mentalnie przygotowana na deszczową niedzielę. Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy rankiem jasna poświata biła po szybach okien, a słupek rtęci wskazywał 15 stopni C. To wystarczyło, by szybko opuścić pielesze, wsiąść na rower i ruszyć gdzieś przed siebie.

Tym razem miejscem, które pretendowało do bycia celem naszej wycieczki został Bałtów. 15 km od mojego miasta, tylko 10 km od miejscowości, w której dołączyli do nas znajomi. Postanowiliśmy się nie forsować. Potraktowaliśmy ten wyjazd, jako rozgrzewkę przed wakacyjnymi wojażami, biorąc jednocześnie pod uwagę fakt, że dla znajomych i ich pociechy może być to całkiem wymagająca trasa. Zwłaszcza, że wybraliśmy gruntowe drogi leśne.
To co? Jedziemy!

Ostrowiec Świętokrzyski – Bałtów. Szum drzew, ptasi śpiew.
Pierwsze kilometry trasy to nudny wyjazd z Ostrowca drogą wojewódzką, na której nawet amortyzatory nie są w stanie stłumić telepania. Przyjemność z jazdy zaczyna się się tuż przed opuszczeniem rogatek miasta, gdzie połaci lasu zaczyna być więcej niż zabudowań, a na drogach znikomy ruch. Tuż za siedzibą nadleśnictwa skręcamy w lewo, zgodnie z przebiegiem żółtego szlaku pieszego. Po przejechanych 5 km dołącza do nas reszta rowerowego towarzystwa i już w pięcioosobowym komplecie, przez leśne trakty podążamy do Bałtowa. Dla nas nie obce są te śródleśne dukty więc nie jest nam potrzebna mapa, nie zważamy też nadto na oznakowania szlaków. W terenie istnieje szlak żółty, potem pojawia się niebieski, zaś nie widzę ich oznaczeń na żadnej z posiadanych map. W każdym razie, gdy na węźle szlaków trafiamy na pieszy szlak niebieski, prowadzi on nas do samego Bałtowa wprost na tereny Pałacu Druckich-Lubeckich. Zanim jednak tam dotrzemy cieszymy się słońcem, ptasim śpiewem, każdym szelestem tańczących na wietrze liści, soczystą zielenią budzących się do życia drzew.  Droga nie jest najłatwiejsza, bo zmagamy się to z piachem, to z wybojami wypełnionymi wodą. Jakież mają jednak te niedogodności znaczenie, gdy tuż sprzed Twoich kół zrywa się do lotu spłoszona kuropatwa? Po chwili zaś ucieka Ci sprzed nosa sarna, dla której stałeś się właśnie intruzem.  Tobie pozostało zaś popatrzeć na skrywający się w popłochu gdzieś między drzewami biały zadek 😀 A wszystko przy akompaniamencie ptasiego śpiewu, pod czujnym okiem budzących się do życia drzew, przy szepcie falujących traw, w towarzystwie ciepłego wiatru, będącego świadkiem wszystkich tych zdarzeń.

Jedziemy pełni energii łapiąc każdy promień słońca i ciepłego powietrza. Nasza gruntowa droga na wysokości wsi Maksymilianów na chwilę zamienia się w asfalt, a po chwili znowu przemienia się w gruntowy trakt. Czy tą drogą jeździły karety do pałacu Druckich-Lubeckich w Bałtowie?

Dębową aleją w kierunku Bałtowa.

Dębową aleją w kierunku Bałtowa.

rodzinka pl

rodzinka pl 🙂

Aleja drzew tworzy urokliwy tunel. Dukt utwardzony kamieniem irytuje nieco najmłodszą uczestniczkę wycieczki. Mimo odczuwanego przez niewprawionych wycieczkowiczów dyskomfortu wszyscy jedziemy dalej. Zdarza się , że prowadzimy też nasze rumaki na piaszczystych  odcinkach drogi.

To nic, że pod górkę. My po prostu chcemy się przespacerować ;)

To nic, że pod górkę. My po prostu chcemy się przespacerować 😉

Najlepszą nagrodą dla wytrwałych okazuje się być wieżyczka obserwacyjna, która natychmiast staje się dziecięcym marzeniem posiadania takiej na własnym podwórku. Widoki z wieży na zielone połacie pól zachwycają. A wspinaczka po szczeblach drabiny przynosi wszystkim frajdę 🙂

Najodważniejszymi są najmłodsi :)

Najodważniejszymi są najmłodsi 🙂

Starsi też nie chcą być gorsi :)

Starsi też nie chcą być gorsi 🙂

Nacieszeni tym małym przerywnikiem ruszamy dalej. Jeszcze tylko jeden zakręt i wyjedziemy z lasu.

Mijamy kilka domostw i wjeżdżamy w kasztanową aleję. To starodrzewie należało do włości Druckich-Lubeckich. Parkowymi alejami, pośród soczystej zieleni traw,  w cieniu sędziwych lip, kasztanowców i klonów dojeżdżamy do pałacu.

Pałac Druckich-Lubeckich w Bałtowie

Pałac Druckich-Lubeckich w Bałtowie

To ten pałac był kiedyś domem dla książąt Druckich-Lubeckich. Jak mówią przewodniki możemy dostrzec w jego budowli elementy renesansowe, barokowe, a przede wszystkim klasycystyczne. Dla nas ważniejsze jest jednak to, czym pałac był  dla nas, dla naszych rodziców i dziadków. A czym był?

Pałac Druckich-Lubeckich. Przeszłość i teraźniejszość

Dziadkom naszym przyszło żyć w trudnych czasach. I wojna światowa, okres międzywojenny, II wojna światowa, rządy pod okiem Związku Radzieckiego i już u schyłku ich ziemskiej doli okres zmian ustrojowych. Pałac Druckich-Lubeckich miał swoje miejsce w życiu naszych rodzin przez wszystkie te lata. Jeśli nie nasi dziadkowie, to ich sąsiedzi zarabiali na życie na służbie u książęcej rodziny.  Ich dziatwa, gdy dorosła pobierała naukę w murach pałacu, bo ten po II wojnie światowej został znacjonalizowany i przekształcony na cele oświatowe. Ziemie Druckich-Lubeckich stanowiły zaplecze dla szkoły rolniczej aż do roku 2013. Do lat osiemdziesiątych XX w. siedziba szkoły mieściła się w gmachu pałacu, później została przeniesiona do nowo wybudowanego budynku, a sam pałac opustoszał i ulegał degradacji. Podejmowano próby odrestaurowania budynku, jednak podczas prac remontowych budynek więcej stracił niż zyskał. To czego nie udało się zniszczyć i zawłaszczyć przez okupanta podczas wojny, a później stacjonujących sowieckich żołnierzy, zostało ograbione i rozszabrowane przez ekipy remontowe i innych głodnych chęci zysku ludzi. Tak więc po rodzicach i dziadkach, mało kto miał okazję w pałacu bywać, a nawet jeśli bywał, to nie był to pobyt legalny 🙂
Dla kolejnych pokoleń, czyli nas, pałac i parkowe zakamarki stały się miejscem zabaw i dziecięcej swawoli. Zabawy w chowanego, gonitwy w berka i inne szaleństwa małolatów. Jednym słowem dziecięca radość!
Dzisiaj nawet spacer parkowymi alejami może okazać się niemożliwy. Pałac wrócił bowiem w ręce spadkobierców, a działający w ich imieniu zarządca ogrodził teren elektrycznym pastuchem. Pałacowy dziedziniec stał się pastwiskiem dla szkockiego bydła, a zabytkowa kapliczka paśnikiem.

Zabytkowa kapliczka na terenie przypałacowym

Zabytkowa kapliczka na terenie przypałacowym (nie jestem najlepszym fotografem :/)

Zwieńczona krzyżem

Zwieńczona krzyżem

Wewnątrz zachowały się jeszcze malowidła. Tylko tyle udaje nam się dostrzec przez szczelinę drzwi

Wewnątrz zachowały się jeszcze malowidła. Tylko tyle udaje nam się dostrzec przez szczelinę drzwi

Mamy trochę szczęścia, bo pastuch zniknął na czas jakiś. Jednak nowy rozstawiany był właśnie z zapałem, więc trudno przewidzieć, czy będzie można cieszyć oko pięknem tego miejsca.

Nikomu nie chce się stąd ruszać

Nikomu nie chce się stąd ruszać

Bałtów-Ostrowiec. Polny czar, wiatru świst.
Drogę powrotną rozpoczynamy od wspinaczki przez uroczy lessowy wąwóz. Jeszcze kilka dni temu jego ściany pokryte były niebieską barwą  przylaszczek. Teraz prym wiedzie soczysta zieleń, która jeszcze sennie, ale już dość wyraźnie wypuszcza na świat uśpione przez zimę listki.

Lessowy wąwóz na trasie Bałtów-Sienno

Lessowy wąwóz na trasie Bałtów-Sienno

Gdy dojeżdżamy na wierzchołek, zbaczamy nieco z głównej trasy. Chcę zabrać moją trupę do punktu widokowego na cały kompleks turystyczny.

Bałtowski Kompleks Turystyczny

Bałtowski Kompleks Turystyczny

Kolejny punkt wycieczki to Żydowski Jar, do którego schodzimy już tylko we dwie – ja i najmłodsza rowerzystka. Dziecięca ciekawość i energia nie daje za wygraną.
Żydowski Jar jest wąwozem biegnącym równolegle do tego, przez który prowadzi droga asfaltowa lecz nie na tyle szerokim, bo ukształtowanym jedynie przez przyrodę bez ingerencji człowieka.

Wąwóz Żydowski Jar

Wąwóz Żydowski Jar

Przed nami ostatni etap wycieczki. Wracamy. Nieco inną drogą. Tym razem wstęgą szos, miedzą pól zielonych, potem ścieżką poprzez las…

Niebo nad nami nieco pochmurzało, a godzina coraz bliższa tej, która miała przynieść burze i deszcz. Hamuje nas nie lada gratka wiatr. I choć ten nasz gościniec jest wymarzonym do rowerowania, to wszyscy jak najszybciej chcemy wjechać pomiędzy ostępy lasu. Gdy ten już okala nas ze wszystkich stron, dokręcamy ostatnie kilometry do miejsca, gdzie wspólnie rozpoczęliśmy nasz niedzielny rowerowy trip.

Do następnego razu!

Basia

4 komentarze

  • młodyJunak 27 kwietnia 2016 at 09:59

    „rządy pod okiem Związku Radzieckiego” nie dla wszystkich były ciężkimi czasami Pani Basiu.

    Reply
    • rowerowy kRaj 27 kwietnia 2016 at 18:33

      Podobnie, jak czasy przed i po 😛 Dziadków już nie ma. Zapytać nie ma kogo 🙁 Świadkami historii, jakby nie patrzeć, byli 🙂

      Reply
  • Kamil 28 kwietnia 2016 at 18:53

    Piękna wycieczka 🙂 wszystko co trzeba na niej było : piekna pogoda , równie piękna przyroda i zabytki 🙂 Szkoda że o ten pałac nie ma kto zadbać…

    Reply
    • rowerowy kRaj 28 kwietnia 2016 at 20:29

      Rzeczywiście szkoda pałacu 🙁
      A okolica urzeka. Zachęcam do odwiedzenia tych stron, jeśli jeszcze nie odkryte przez Was 🙂

      Reply

Dodaj komentarz